Emerytowany pilot tłumaczy, dlaczego wyłączenie telefonu w locie ma sens. Chodzi o zakłócenia komunikacji, baterię i koszty. Zobacz, o co jeszcze prosi załoga.
Prośba o włączenie trybu samolotowego nie wynika z kaprysu załogi. Jak podaje Sky News, emerytowany pilot Martin Drake wyjaśnia, że dźwięki z telefonów mogą zakłócać kluczową komunikację między pilotami a kontrolą lotów.
Gdy wielu pasażerów ma aktywne telefony, w słuchawkach pilotów słychać charakterystyczne brzęczenie. Drake porównuje je do dźwięku starego głośnika w pobliżu komórki. Nie jest to niebezpieczne, ale bywa irytujące w newralgicznych momentach, takich jak lądowanie.
Szacunek i koncentracja
„Kiedy odpowiadasz za 200 istnień, nie chcesz słyszeć w uszach symfonii dzwonków” – mówi pilot w rozmowie z Sky News. Jego zdaniem, chodzi o okazanie szacunku osobom, których koncentracja decyduje o bezpieczeństwie lotu.
Wyczerpana bateria i zdezorientowana sieć
Istnieją też inne powody. Na wysokości przelotowej telefon, nie znajdując stacji bazowej, intensywnie szuka sygnału. To szybko wyczerpuje baterię. Jednocześnie, przeskakując między wieżami komórkowymi, generuje niepotrzebny ruch w sieci.
Niektóre telefony mogą automatycznie połączyć się z drogą siecią satelitarną nad oceanami. To grozi nieoczekiwanymi rachunkami za roaming, których linie lotnicze wolą unikać.
Podobnie jak zapinanie pasa
Drake przypomina w wywiadzie dla Sky News o innym ważnym poleceniu – zapiętych pasach. Zapalona lampka nie jest sugestią, a rozkazem. Ignorowanie jej podczas turbulencji naraża na niebezpieczeństwo pasażera i innych.
Ostoja spokoju
Moim zdaniem, tryb samolotowy to dziś rzadka okazja do prawdziwej przerwy. Bez powiadomień z pracy i mediów społecznościowych. Pozostaje tylko cisza i chwila dla siebie.

